Home / Galerie zdjęć / Kilka miejsc “mojej” Brukseli. Zabieram Was na krótki spacer!

Kilka miejsc “mojej” Brukseli. Zabieram Was na krótki spacer!

Bruk­sela dawno już prze­stała być dla mnie atrak­cją tury­styczną. Pra­cuję tu, jadam, jeż­dżę auto­bu­sami i metrem, robię codzienne zakupy. Chcę Wam poka­zać te miej­sca, w któ­rych bywam szcze­gól­nie chęt­nie. Na szybki posi­łek, po gazetę, albo, mię­dzy kolej­nymi spo­tka­niami, żeby przy­siąść przez chwilę na ławce i upo­rząd­ko­wać myśli.

Parc du Cinqu­an­te­na­ire (Park Pięć­dzie­się­cio­le­cia), a zwłasz­cza Place du Petit Sablon - nie­wielki park-ogród nie­da­leko kościoła Notre-Dame du Sablon. Tutaj warto przy­siąść na ławce, zwłasz­cza późną wio­sną lub latem. Nawet na 5 minut, bio­rąc ze sobą kubek kawy na wynos i doku­menty do przej­rze­nia. Tro­chę trudno się skon­cen­tro­wać, bo wszę­dzie wokół tak żywe kolory…

Knajpki The Staff i Mamy Louise - tu cza­sem można mnie spo­tkać na szyb­kim lun­chu. Nie­stety, nie sma­kuje tak dobrze jak w Łodzi, ale warto ode­rwać się cza­sem od gwaru sto­łówki w budynku Par­la­mentu Euro­pej­skiego, jesz­cze raz przej­rzeć notatki przed wystą­pie­niem, popra­wić szkic sta­no­wi­ska, spraw­dzić - z lek­kim prze­stra­chem : ) - ile popra­wek zostało znów zgło­szo­nych do mojego kolej­nego raportu. W Mamy Louise szcze­gól­nie pole­cam sałatkę, szcze­gól­nie z kozim serem i pastą z oli­wek – pycha! W The Staff warto spró­bo­wać sałatki z kozim serem, łoso­siem i kon­fi­turą z malin.

Grand Place i Pchli Targ (Mar­ché aux Puces de Bru­xel­les). O, za to tutaj pośpiech jest zupeł­nie nie­wska­zany! Zwłasz­cza na Grand Place, cudow­nym miej­scu, peł­nym tak zadzi­wia­ją­cych archi­tek­to­nicz­nych detali, że chcia­łoby się je podzi­wiać jak najdłużej.

Cie­szę się, że przez ostat­nie lata udało mi się zapro­sić do Bruk­seli tak wielu miesz­kań­ców Łodzi i woje­wódz­twa łódz­kiego. Oni też mogli  - poza poby­tem w Par­la­men­cie Euro­pej­skim - popa­trzeć na Maison du Roi, czy Ratusz, który cudem oca­lał pod­czas bom­bar­do­wa­nia, jakie pod koniec 17. wieku urzą­dzili Bruk­seli Francuzi.

 

Kiosk w centrum Brukseli

Kiosk w cen­trum Brukseli

Kiosk w cen­trum. Do tego kio­sku wpa­dam cza­sem po gazety. Zawsze można tu liczyć na uśmiech wła­ści­ciela i dwa słowa poga­wędki. Naj­czę­ściej o spra­wach, które tylko na pozór wydają się nie­zwią­zane z Par­la­men­tem Euro­pej­skim: o imi­gran­tach, zarob­kach, cenach…

Ulice mia­sta też są fascy­nu­jące. W takim mię­dzy­na­ro­do­wym tyglu, jakim jest Bruk­sela, zawsze można natknąć się na coś cie­ka­wego, choćby paradę olbrzy­mów lub zabaw­nie prze­ro­biony znak dro­gowy. Jak widzi­cie w Bruk­seli zawsze warto mieć przy sobie apa­rat. Choćby w tele­fo­nie, bo prze­sy­ła­nie zdjęć zna­jo­mym nie jest już tak kosz­towne. Zwłasz­cza od czasu, gdy Par­la­ment Euro­pej­ski zaczął robić porządki w tary­fach roamingu : )

3 lutego 2014

Scroll To Top